B"H
PARSZA WAJERA
Fragment Tory w skrócie: Abrahama i Sarę nawiedzają anioły, którzy przekazują, że Sara, pomimo swojego zaawansowanego wieku, powije dziecko. Następnie, anioły zabierają Lota i jego córki z Sodomy i wyburzają jej terytorium. Abimelech, król Filistynów usiłuje włączyć Sarę do swojego haremu, ale dzięki interwencji z niebios, nie dzieje się jej żadna krzywda. Rodzi się Izaak, a Ismael zostaje wygnany z domu Abrahama. Abraham ustanawia pakt pokojowy z Abimelechem. Przytoczona zostaje opowieść o związaniu Izaaka” – wydarzeniu, którego ten mało nie przypłacił życiem.
Największym Darem jest ten dar, którego nie ofiarowujesz.
„Przyniosę też kawałek chleba, abyście się posilili. Potem możecie pójść dalej. Wtedy oni rzekli: Uczynimy tak, jak powiedziałeś!” – Ks. Rodzaju 18:5
Nasz Patriarcha Abraham nie był świadomy tego, że trzech przechodniów, których najpierw odnalazł, a których teraz pragnął nakarmić było w rzeczywistości aniołami przebranymi za ludzi. Ich zadaniem było poinformować Abrahama i Sarę o tym, że dokładnie za rok bezpłodna i podstarzała Sara powije w sposób cudowny dziecko. Oczywiście anioły nie odczuwały potrzeby spożycia chleba ani innych wykwintności, które w pośpiechu przygotował Abraham. Ich wyrobienie smakowe nie pozwoliłoby im odróżnić ozorków w sosie musztardowym od sosu musztardowego oblepionego piachem. Co więcej – to, czy wezmą udział w posiłku czy nie, nie miało żadnego wpływu na ich misję.
Dlaczego więc jednak przyjęli zaproszenie? Na co ganiać w tą i nazad staruszka, który dopiero co dochodzi do siebie po bolesnym obrzezaniu? Nie zadali sobie nawet trudu, aby powiedzieć „dziękujemy, nie”. Czyż nie byłoby to aktem mądrości, dobroci iście „anielskiej”, gdyby uprzejmy gest Abrahama spotkał się z odmową?
___________________
Takim ludziom jak Abraham, którzy z natury obdarzeni są uprzejmością (chesed), dawanie sprawia przyjemność nieporównywalnie większą niż otrzymywanie. Taka preferencja może mieć swoje źródło w wielu powodach, w zależności od okoliczności, w jakich przekazywany jest podarunek.
Akt obdarowania pozwala darczyńczy poczuć się kimś wyjątkowym, ważnym – zarówno w aspekcie rozwoju własnej osobowości jak również relacji z obdarowanym. Dawanie to także wyraz człowieczeństwa, oznacza umiejętność przekroczenia własnych zachcianek dla kogoś innego. A nawet z egoistycznego punktu widzenia, dawanie pozwala zdobyć szacunek i uznanie.
Oczywiście miło jest również prezent otrzymać, ale bycie obdarowanym nierzadko ma ciąg dalszy. Nawet jeżeli nie oczekuje się po odbiorcy podarunku wzajemności w postaci innego daru (z racji na charakter relacji, lub przyczynę), to i tak oczekiwania mogą dotyczyć wdzięczności i poczucia bycia czyimś dłużnikiem. Czasem to stanowić może przyczynę przekazania podarunku. Czasami prezent może stanowić subtelną formę ataku na poczucie niezależności drugiej osoby.
Wyżej wymieniona zależność nie dotyczy jedynie prezentów dużych, o znacznej wartości. Satysfakcjonuje nas to, że ludzie akceptują czynione im drobne prezenty i uprzejmości, a sami wykazujemy tendencję do grzecznego odmawiania, gdy inni chcą się nam odwdzięczyć.
Reagujemy niemal automatycznie przeczeniem, gdy ktoś proponuje nam szklankę wody. Zastanawiamy się, czy powinniśmy fatygować znajomego – nawet wówczas, gdy sam zaoferował się nam z przysługą, a do tego wszystkiego wykona ją przy okazji załatwienia własnej sprawy. Czasami nie jesteśmy skłonni nawet przyjąć za dobrą monetę czyjejś rady („Całkiem dobry pomysł, ale to nie dla mnie… - w każdym razie dzięki!). A kiedy ktoś, kto jest po prostu naszym dobrym znajomym chce nam dać kilka złotych, to albo, w najgorszym wypadku, po prostu ich nie przyjmujemy, a w najlepszym, mówimy: „To bardzo miły gest z twojej strony, ale kompletnie niepotrzebny, nie trzeba.”
Oto jaka nauka płynie od aniołów: pozwólcie innym dawać prezenty – nawet, jeżeli stawia to was w niekomfortowym położeniu, jeżeli sami wolimy być stroną dającą podarunek, a nie go otrzymującą.
Prezent należy przyjąć nawet wtedy, gdy go nie potrzebujemy.
Może po prostu taki akt traktujcie jako danie komuś czegoś innego, a nie po prostu wzięcie czegoś dla siebie.
••••••••••••••••
Wszystko, czego chcieliście się dowiedzieć o…
MOSHIACH i ZBAWIENIU
(Mistycyzm – część pierwsza)
Powszechnie uważa się, że Era Mesjańska to w zamierzeniu czas, który pozwoli B-gu nagrodzić swój Lud za tysiąclecia galut, gdy lojalnie mu służyli wbrew przeciwnościom losu. I z pewnością, jest to jedna z przyczyn Zbawienia, nie jest to jednak przyczyna najważniejsza.
Drugi wiersz Księgi Rodzaju podaje, że „ziemia była pusta, a ciemność rozlewała się wszędzie, zaś istota B-ga unosiła się nad taflą wody.” Midrasz dodaje, że „istota B-ga – to istota Moshiach.” Jeszcze zanim B-g oddzielił światło od ciemności – przewidział taki czas, gdy światłość odegna ciemność, a raczej, gdy sama ciemność będzie także Jego obrazem. Przewidział istotę Moshiach.
Jest tak z tej przyczyny, iż Era Mesjańska była właśnie celem stworzenia świata przez B-ga. Posługując się wersami Midrasza: B-g pragnął stworzyć miejsce dla siebie w najniższym ze światów. Ze wszystkich światów, które stworzył, pragnął objawić się w naszym świecie fizycznym, ostatnim ogniwie w łańcuchu światów uduchowionych. Życzenie to spełni się wraz z nadejściem Moshiach.
Ale by zrozumieć wagę naszej roli w realizacji zamierzeń Najwyższego, musimy wpierw zrozumieć coś jeszcze: jaka jest zatem definicja “świata najniższego rzędu”? Jesteśmy nauczani, że w odniesieniu do B-ga, wszystko jest prochem. W odniesieniu do Jego nieskończonej istoty, wszystkie słowa nie mają znaczenia (Dla przykładu: jeżeli dwie osoby biegają w koło, to czy osoba, która pobiegła swoje koło po raz 10’000-tysięczny jest bliżej końca swojej drogi niż ta, która dopiero bieg rozpoczyna?) A zatem co różni światy względem B-ga, co ustawia jeden ponad drugim?
Rabbi Schneur Zalman z Liadi tłumaczy, że określenia “niski” oraz „wysoki” nie odnoszą się do relacji ze Stwórcą, lecz z nami. Światy wyższe, bardziej uduchowione stanowią przedłużenie B-skiej energii, która stanowi źródło ich istnienia i zatem same obdarzone są niewielkim ego i niewielkim poczuciem tożsamości. Im wyżej, im bliżej są B-ga, tym bliższe są Jego istocie (są batel, pozbawione tożsamości), tym mniejsze mają poczucie yesh (niezależności).
Tymczasem nasz świat to najniższy szczebel drabiny kosmicznej. Nasze połączenie z Najwyższym jest tak głęboko ukryte, że uznajemy się za byty całkowicie odeń niezależne. Nie odczuwamy, nie wyczuwamy istoty B-ga. Posiadamy nawet umiejętności tworzenia wywodów logicznych, które odcinają nas od źródła naszego istnienia, od którego całe nasze istnienie zależy.
I tak oto B-g postanowił „zamieszkać” – stać się wyczuwalnym, stać się częścią – w tym świecie – który ze swej natury jest mu wrogi.
Jak zatem mamy tą wielką misję wypełnić? O tym już wkrótce…
••••••••••••••••
Banały niebanalne
Zgodnie z tradycją, na brit (obrzezanie) nie zaprasza się nikogo oficjalną drogą. Zamiast tego, osoby, których obecność jest wskazana, informujemy o miejscu i czasie brit. W każdym brit udział bierze sam Prorok Eljasz, a zatem nie stawienie się na zaproszenie na tej rangi wydarzenie, byłoby afrontem. Zatem nie zapraszając, a jedynie informując najbliższych o brit, oszczędzamy im sytuacji, w której mogliby zachować się niewłaściwie.
••••••••••••••••
Z przymrużeniem oka…
Pewien człowiek zaczepił Rabina i narzeka na złą sytuację gospodarczą miasteczka:
- Jest coś, co nie daje mi spokoju – westchnął ciężko, - Jest to niegodziwość, która bije w biednych. Bogaci, którzy mają więcej grosza, niż go sami potrzebują, mogą wszystko kupować na kredyt. Ale biedni, którzy nie mogą związać końca z końcem, muszą za wszystko płacić gotówką. To nie w porządku!
– Twój idealizm jest godzien podziwu, – odparł rabbi, - Ale handlarz, który udzieli kredytu biednemu, a nie bogatemu, wkrótce sam stanie się biedakiem.
- No i co z tego? – obruszył się rozmówca rabina. - Wówczas to on będzie korzystał z zakupów na kredyt!